niedziela, 21 lutego 2016

Zadbajmy o włosy - krem CC HairX!


Dzień dobry. :)

Dzisiaj może nie najnowsza-nowość, ale za to dobrze przetestowana. ;)

Chcę Wam opisać:

Krem CC do włosów HairX


Krem CC do włosów HairX Oriflame, opakowanie
Według Oriflame krem CC ma nam zapewnić aż 10 upiększąjących efektów. Zachęcające prawda? ;)

Wypiszę je Wam razem z moimi krótkimi komentarzami:
  • wspaniały blask - zaliczone :) po nałożeniu faktycznie włosy ślicznie błyszczą (bez wrażenia, że błysk jest spowodowany... tłustością ;) )
  •  jedwabista gładkość - zaliczone :) i w dotyku, i w wyglądzie :)
  • kontrola nad niesfornymi kosmykami - nie do końca sprawdzone; lubię naturalny sposób ułożenia włosów, więc jakiś tam niesforny kosmyk mi nie straszny ;)
  • objętość - tak jest! bez puszenia się przy okazji :)
  • łatwość rozczesywania - potwierdzona, a moje włosy baaardzo lubią się plątać...
  • ochrona przed rozdwajaniem się końcówek - jest dobrze, choć nie zaryzykowałam odstawienia serum do rozdwajających się końcówek HairX, które na moich włosach uczyniło cuda;
  • ochrona koloru - nigdy nie farbowałam włosów, więc nie mam jak sprawdzić - dajcie znać :)
  • ochrona przed wysoką temperaturą - rzadko "znęcam się" nad włosami suszarką albo prostownicą, ale ogólna kondycja włosów jest dobra nawet, gdy to robię, więc podejrzewam, że ochrona działa ;)
  • nawilżanie - powracając do wspaniałego blasku, to on bierze się właśnie z tego - dobrego nawilżenia włosów! :)
  • regeneracja - jak pisałam wyżej kondycja włosów jest dobra, wygląd jeszcze lepszy, więc regeneracja pewnie jest ;)
Dodam jeszcze 11 gratis - bardzo ładny zapach. Taki lekko owocowy. :)

Jeśli chodzi o samo użytkowanie kremu CC do włosów HairX, to mamy go potrzeć między dłońmi i rozprowadzić na czystych, suchych/lekko wilgotnych włosach, bez spłukiwania. Konsystencja i aplikacja kremu bardzo nam to ułatwia - dostajemy spryskiwacz i lekką, "kremo-piankę":

Krem CC do włosów HairX Oriflame, konsystencja


Podsumowując - jestem baaaaardzo zadowolona z kremu CC HairX, który trafił na półkę pod lustrem, czyli do rzeczy regularnie używanych. :)

Udanej niedzieli! Może z piękną fryzurą? ;)

P.S. Wyjeżdżam na tydzień w "głuszę", więc z nowym wpisem wrócę za dwa tygodnie. :)

poniedziałek, 15 lutego 2016

Błyszczyk powiększający usta The ONE

Dzień dobry. :)

Dzisiejszego "delikwenta" testowałam, testowałam i uczucia nadal mam mieszane. Sprawdzianowi poddałam

Błyszczyk powiększający usta The ONE


błyszczyk powiększający usta The One Oriflame, opakowanie

Generalnie błyszczyk jest fajny. :) Ma dwie warstwy (jak w balsamach ochronnych The ONE) - jedna wpływa na mikrokrążenie, druga - nawilża.

błyszczyk powiększający usta The One Oriflame

Daje neutralny, delikatny połysk. Dzięki technologii plumping powinien rozgrzewać i poprawiać mikrokrążenie, dzięki czemu mamy otrzymać efekt powiększenia ust. I tu się zaczynają mieszane uczucia. ;)

Może z moją neurologią jest coś inaczej, ale ja czułam nie rozgrzanie a jakby "mrożenie". :) No i sam efekt powiększenia był... No niewielki. Przy wnikliwej obserwacji - ok, trochę wydały się pełniejsze. Po wnikliwej obserwacji. ;) Choć może to być również spowodowane faktem, że moje naturalne usta są dość pełne, więc brak efektu "wow". :)

Dajcie znać, czy u Was jest inaczej i jesteście bardziej zadowolone. :)

P.S. Przy tym błyszczyku trzeba uważać na pocałunki - nie tylko ze względu na pozbycie się błyszczyka, ale bardziej przeniesienie poczucia "mrożenia" na drugą osobę. ;D

czwartek, 4 lutego 2016

Nowy kolor - Diamond Rose. :)

Dobry wieczór. :)

Dzisiaj będzie krótko - muszę się Wam pochwalić moim nowym kolorem. :D

Diamond rose lakier The ONE


Diamond rose, lakier do paznokci The ONE, Oriflame

Wszelkie moje zachwyty na temat lakierów do paznokci The ONE znajdziecie klikając w nazwę. ;)

Ten odcień podtrzymuje moją ocenę - jest super. Na zdjęciu mam tylko jedną warstwę (na podkładzie z emalii ochronnej) a i tak wygląda ślicznie. Sprawia wrażenie masy perłowej - eleganckiej, nienachalnej a zarazem migotliwej. :) No i przetrwał 6 dni. :D

Roziskrzonych gwiazd tej nocy! ;)

czwartek, 28 stycznia 2016

Reaktywacja! :) I nowość Giordani Gold :)


Witajcie serdecznie! :)

Bardzo intensywne miesiące za mną (praca, praca, praca oraz coś baaaardzo przyjemnego i rozwojowego - spójrzcie na przedostatni post na fanpejdżu :) ).

Ale...

Z ogromną przyjemnością tu powracam!!! :D
I ogłaszam czwartki dniami "postowymi". ;)


Na dzisiaj sprawdziłam dla Was nowość ostatniego katalogu

Korektor pod oczy Giordani Gold


korektor pod oczy Giordani Gold Oriflame medium


Rzadko używam rzeczy z serii Giordani Gold (może wydaje mi się zbyt... poważna? ;) ). Więc tym bardziej muszę przyznać, że ten korektor bardzo mi się spodobał

Typowy nie jest, bo z poniższym pędzelkiem:

korektor pod oczy Giordani Gold Oriflame medium, pędzelek

W związku z taką formą aplikacji na początku musiałam się trochę napstrykać (zwężenie na końcu opakowania jest przyciskiem), żeby wydostać sam korektor na wierzch. Ale po tej chwili "nadprogramowej" pracy zostałam uraczona widokiem bardzo dobrego krycia. Jedno delikatne "maźnięcie" dostarczyło mi wystarczającej ilości produktu do schowania mojego cienia - sprawdzałam tylko pod jednym okiem, żeby widzieć różnicę i różnica była. :)

Fakt - po nałożeniu korektor standardowo "wklepałam" palcami. Jeśli ktoś ma inną technikę przy tego typu aplikacji, niech napisze o niej w komentarzu - chętnie się dowiem. :)

Mamy do wyboru dwa odcienie: light  i medium. Dla siebie wybrałam medium - trochę się bałam, że będzie za ciemny nawet przy mojej cerze (w końcu korektor ma rozświetlać), ale wybór był trafny. Świetnie zgrywa się ze skórą.

A tu próbka:

korektor pod oczy Giordani Gold Oriflame medium, swatch, próbka


Wybaczcie, że na ręce - przy moim aktualnym aparacie nie ma odwracanego ekranu z podglądem i celowanie w oko nie wyszło tak jakbym chciała. ;D

Podsumowując: nowy korektor Giordani Gold sprawdził się w swojej roli bardzo dobrze i na pewno zagości w moich zestawach makijażowych. Zwłaszcza przy pobudkach o 5 rano, gdy trzeba "ożywić twarz" na wszelkie możliwe sposoby. ;)

To tyle na dziś. :) Miłego wieczoru! :)

P. S. Wielkimi krokami zbliża się... Konkurs. Wypatrujcie informacji na facebooku. :D

P.S. Dobrze wrócić. :)


poniedziałek, 16 listopada 2015

Jest nadzieja - tusz do rzęs Very Me Eye Lash Stylist :)

Dobry wieczór. :)

Niestety znów po dłuższej przerwie (nałożyły mi się różne sprawy zawodowe i osobiste - nie chcę się wdawać w szczegóły, ale mam nadzieję, że po Nowym Roku będzie duuużo lepiej :) ).

A wracając do spraw kosmetycznych - już od dawna marzył mi się kolorowy tusz do rzęs. Miałam ogromne oczekiwania wobec kolorowej odmiany Wonderlash - niestety okazały się płonne.

Niedawno pojawiło się
Very Me Eye Lash Stylist

tusz do rzęs Very Me Eye Lash Stylist Oriflame

Po przejściach podchodziłam do niego barrrrdzo ostrożnie. Ale na szczęście - jest lepiej. :)
Na szybko miałam do wypróbowania odcień Niebieski i Złoty, których zdjęcia tu widzicie.

tusz do rzęs Very Me Eye Lash Stylist Oriflame szczoteczki i opakowanie

tusz do rzęs Very Me Eye Lash Stylist Oriflame szczoteczki


Pojedyncze użycie było na tyle dobre, że postanowiłam zamówić dla siebie prywatnie niebieski. :) Otworzyłam go na kilka godzin, żeby "pooddychał" i efekt był taki, że:
  • ładnie nałożył się na rzęsy;
  • nieźle je rozczesuje (chociaż Wonderlash nie ma w tym sobie równych ;) )
  • faktycznie zobaczyłam na moich rzęsach kolor!
Zwłaszcza na końcówkach i co ciekawe - po ok. 15 minutach lekko ściemniał. Początkowo był jasny - tak jak widzicie na zdjęciu, po czasie ciemnieje i leciutko wpada w fiolet (bardzo, bardzo lekko).

Także - mamy w końcu kolorowy tusz! :)